Stary zrzęda, czyli wkrótce będę teściem

„Stary zrzęda to koronne dzieło diabła” – czyli jak trudno o wyrozumiałość dla młodych i dystans do siebie.

 Im jestem starszy, tym mniej śmieszą mnie dowcipy o teściowych. Kiedyś śmieszyły mnie bardziej, ale nieczęsto opowiadano je w rodzinnym gronie, bowiem moja teściowa była nadzwyczaj zacną kobietą i nie wypadało. Miała wprawdzie kilka dziwactw, ale niegroźnych, a z perspektywy czasu nawet uroczych. Daleko bardziej wyrazisty był mój teść, ale kawałów o teściach jakoś nie przypominam sobie. Ciekawe, czy w ogóle są takie?

Perspektywa zostania teściem i to w niedalekiej przyszłości szczególnie wyczuliła mnie na relacje starzy-młodzi. Etap prawdy nieuchronnie nadchodzi, a ja łapię się na tym, że swoją wiedzę o tych relacjach budowałem opierając się na amerykańskim kinie familijnym i polskich dowcipach.

Dowcipy o teściowych mniej mnie śmieszą chyba ze strachu, że wraz z wiekiem dostrzegam w sobie coraz więcej cech wyśmiewanych w dowcipach o „Mamusi”.

Kilka razy dziennie szukam okularów do czytania, pilota, kluczyków do samochodu czy portfela. Zapominam nazwiska aktorów, tytuły filmów, nazwy ulic i numerów pin do kart, a do nawleczenia nitki na igłę potrzebuję trzeciej ręki z lupą. Z olbrzymią niezdarnością wieszam firanki i pewnie przy tym wyglądam, jak „ropucha i trzydzieści żabek”, bo gibkość i posturę atlety dawno utraciłem. Jak mówią złośliwi bezpowrotnie. Zdarza się, że nie pamiętam po co przyszedłem do kuchni. Więc na wszelki wypadek sięgam do lodówki. Sięgając mam wyrzuty sumienia, że nie myślę ani o zaleceniach dietetyków, ani o głodującej Afryce.

Z rozrzewnieniem za to wspominam swoje czasy licealne i studenckie, kiedy nie potrzebowałem okularów, jeździłem komunikacją miejską lub rowerem, telewizory były bez pilotów, a w karty to się grało, a nie wkładało ich w ścianę. Często jadało się w barach mlecznych, a do smażenia używało smalcu. Ojczyzna wprawdzie była „zniewolona”, ale życie było piękne, kolorowe i …proste. Wszyscy mieli mniej więcej po równo, studiowało się za darmo i dowolnie długo, a na założenie telefonu czekało się 30 lat… ! Teraz za to coraz trudniej kupić normalny telefon „do dzwonienia”, za to wszyscy wciskają mi miniaturowy komputer z funkcją rozmów telefonicznych. Urządzenie to ma tak potężną pamięć i moc obliczeniową, że przy wykorzystaniu 30% jego możliwości polecieliśmy kiedyś na Księżyc. I wróciliśmy!

To ile procent możliwości tego urządzenia, ja (50+) jestem w stanie wykorzystać? Po co mi to ustrojstwo?

Coraz częściej łapię się z przerażeniem na tym, że chyba nie nadążam. Że ten świat pędzi gdzieś coraz szybciej, a ja nie wiem w jakim kierunku. Potem wprawdzie przychodzi chwila rozwagi i refleksji i zaczynam sobie kolejny raz tłumaczyć, że „jedyne, co stałe we wszechświecie to zmiana” i że tak właśnie musi być, i że taka jest kolej rzeczy. Ten świat należy do młodych i nie ma już sensu ścigać się z nimi. Tym bardziej, że często nawet nie rozumiem języka, którym się oni porozumiewają!

Wtedy z ulgą odpuszczam i wszystko wraca do normy – wysyłam synom maile, że ich kocham i szanuję ich wybory.

To działa, ale nie na długo. Po pewnym czasie zaczynam znowu odczuwać niepokój o swoich bliskich, o Świat i Ojczyznę, co „w potrzebie”. I w tym to właśnie momencie wyraźnie widać tryumf diabła – budzi się we mnie przemożna potrzeba udzielania rad i porządkowania innym życia. Czuję moc! Znam się na wszystkim, bo przecież wszystko już było, tylko, że lepsze. W związku z tym wypowiadam się na każdy temat. Ze szczególnym upodobaniem (nieproszony) udzielam moim synom rad na temat doboru partnerów życiowych i wychowania dzieci oraz zgubnego wpływu „miękkich narkotyków”. Udowadniam, że moda, muzyka i współczesne kino nawet się nie umywa do tego, co było kiedyś! Prawdę tą głoszę śmiało i donośnie na wszystkich spotkaniach towarzyskich. Fastfood’y, telenowele i obyczaje współczesnej młodzieży, podobnie zresztą jak stan polskiej piłki nożnej budzą we mnie szczery gniew, którego nawet nie ukrywam, a nawet jestem z niego dumny!

Coraz lepiej znam się na medycynie i zarządzaniu w służbie zdrowia oraz energetyce jądrowej. Dobrze chociaż, że unikam rozmów na tematy polityczne i religijne, chociaż czasem jest mi trudno zachować wstrzemięźliwość.

 

P.S.

Uff! Na całe szczęście tryumfy diabła są w moim życiu sporadyczne i krótkotrwałe, a to za sprawą pracy, zainteresowań i codziennych kontaktów z młodymi ludźmi. Ale aż strach pomyśleć, co będzie za 15-20 lat. A gdybym był kobietą i czyjąś teściową?

 Paweł Maciaszek



  • Statystyki

    W 2013 r. rozwiodło się ponad 66 tys. par małżeńskich, co oznacza wzrost liczby rozwodów (o ponad 1,6 tys.) w stosunku do roku poprzedniego.

    W miastach intensywność rozwodów jest ponad dwukrotnie wyższa niż na wsi.

    Rozwiedzeni małżonkowie przeżywają ze sobą przeciętnie ok. 14 lat. Średni wiek mężczyzn w momencie rozwodu to 40-41 lat. Kobiety były o ok. 2 lata młodsze. 47,7% to rodziny bezdzietne, a 37,7% to rodziny z 1 dzieckiem. Najmniej rozwodów występuje w rodzinach wielodzietnych (0,8 – 2,9%).

    W ostatnich latach ponad 2/3 przypadków powództwo o rozwód wnosi kobieta. Natomiast orzeczenie rozwodu z winy żony następuje w niewiele ponad 3% przypadków. Wina męża orzekana jest w 20% przypadków. Zwykle, w ponad 70% rozwodów, sąd nie orzeka winy.



  • strona www: Fabryka Dizajnu
    projekt graficzny: nietypowo.com